«- Caulaincourt czy wyobraża pan sobie
systemy wymiany liników |Krzesła |last minute

„«— Caulaincourt, czy wyobraża pan sobie swoją minę, gdyby pana wystawili w żelaznej klatce na placu w Londynie
— Jeśli ten los dzieliłbym z Tobą, nie narzekałbym, Sire.
— Ale tu nie chodzi o narzekanie, tylko o rzecz, która może się w każdej chwili zdarzyć, i o pańską minę w tej klatce, w której by pana zamknęli jak nieszczęsnego Murzyna posmarowanego miodem i zjadanego przez muchy — odparł Cesarz śmiejąc się głośno.
I proszę go sobie przedstawić pękającego ze śmiechu przez kwadrans na myśl o tej pociesznej sytuacji i o owej postaci wystawionej w klatce. Nigdy nie widziałem, by Cesarz śmiał się tak do rozpuku, a jego wesołość udzieliła mi się do tego stopnia, że długo zaśmiewaliśmy się obydwaj, zanim zdołaliśmy wymówić słowo, które by nie spowodowało nowego wybuchu dobrego humoru.»
Marsylia, jeszcze tylko parę godzin, zapakowałem rzeczy.
Reisefieber, myśli o powrocie, sień w moim domu na Starym Mieście, ciemny korytarz pod schodami przeniknięty odorem moczu, w kątach zeschłe skórki wędlin, opróżnione butelki i nadpalona lista lokatorów; w głębi, bliżej podwórza, lokal Towarzystwa Miłośników Starej Warszawy — wieczorne zebrania przy wspólnym stole, starsze panie, starsi panowie, przejeżdżający na wiosnę w dorożkach przez Rynek; beżowe cylindry, czepeczki biedermeier, żaboty, kamaszki... Akcja kulturalna. Człowiek znaleziony w mojej sieni leżał na wznak z pianą w ustach. Przez dziesięć lat mijam tę sień, przez dziesięć lat wstrzymuję oddech. Kto wyrwał drzwiczki od mufy i wepchnął zabazgraną podobiznę Staszica Zaniosłem pismo do administracji, brama od ulicy została zamknięta, nazajutrz gniazdka kontaktów elektrycznych wyłamane, na ścianie tłusty majonezowy zaciek, dwie kałuże pod drzwiami Towarzystwa. Znowu mijałem panów w cylindrach i panie w falbanach, grzeczne ukłony, mój pies na ich widok zawsze siada. Moja sień, moja klatka schodowa. I ani razu nie mogę jej ominąć, za każdym razem muszę przez nią przejść, ona jest zawsze na mojej drodze^ domu i do domu, ta splugawiona i cuchnąca sień. Wszyscy moi goście muszą przez nią przejść, jestem podejrzany o ten fetor i brud, nie mam na to rady, bo jak walczyć z czymś niewidzialnie szczającym, z wydzielinami i odchodami ulicy I w końcu zgadzam się na tę sień, moja bezsilność przeobraża się w historiozofię; sto pięćdziesiąt lat niewoli, wieki wyzysku, kontrreformacja, niedorozwój polskiego mieszczaństwa i położenie polskiego chłopa stworzyły tę sień. I mnie w niej bo pochodzę z tego samego cyklu. W jakiś podły sposób rozumiem tę sień, przyznaję się do niej. A jednocześnie tak jej nienawidzę, że pewnego dnia może ją podpalę; zacieki, plamy po wymiotach są wżarte, weschnięte w posadzkę i nie da się ich zmyć, chyba benzyną. Więc podpalę tę sień za to, że tak ją rozumiem, za to pokrewieństwo. I tak długo będę ją rozumiał, aż w ogóle wszystko zrozumiem i zobaczę siebie maleńkiego jak ziarenko w owym wielkim i zupełnym zrozumieniu. A jak mnie kiedyś, takiego małego, napadną po ciemku w tej śmierdzącej kiszce i rąbną w głowę, to ginąc pomyślę, że również w tym jest jakaś racja i że to także rozumiem, bo czymże jest moja maleńka śmierć w ogromnym procesie przemian I wtedy będzie koniec ze mną. Ale zasłużony, bo jeżeli doszedłem do myśli uzasadniającej morderstwo na mnie dokonane, to znaczy, że przestałem dla siebie być wartością, a zatem po stokroć mi biada. — sieni moja, klatko moja schodowa!“(9)



żarówki samochodowe |lokata strukturyzowana |hotele spa w górach