fotografia ślubna w Bydgoszczy |Wakacje |drukarki brother
„— Tak, to mój numer.
— Proszę więc łaskawie uiścić. W tym oto okienku.
—i Ale czy przynajmniej nie może mi pan powiedzieć, do kogo był wysłany telegram.
— Do pana Hansa .Underheide.
— Nie znam takiego pana, najlepszy dowód, proszę pana! Cha. Qui pro quo! Proszę mi pokazać, co tu napisane.
— Niestety, nie mogę, proszę pana. Skoro mówi pan, że telegramu nie wysyłał, nie mam prawa obcym osobom pokazywać cudzych telegramów.
— A więc jeśli uważa mnie pan za osobę obcą, to po licha za przeproszeniem, cha! żąda pan ode mnie dopłaty — zawołał Leon. A potem roześmiał się.
— Jeżeli ma pan jakiś żal, to może porozmawiać z naczelnikiem. Mogę pana zaprowadzić.
Gabinet naczelnika zwrócony był na Warecką. Dział się w nim straszliwy bałagan, bo na podłodze i stołach walało się moc paczek i torb listonoszów. Zresztą może nie był to
właściwy gabinet, jeno jakiś przejściowy czyściec pocztowy. Siwobrody listonosz czemuś podejrzliwie przyjrzał się Leonowi. Natomiast naczelnik, z którym przywitał się uściskiem ręki, nawiasem mówiąc bardzo spoconej, był też w koszuli i narękawkach. Szybko i fachowo przejrzał wszystkie papierki, coś na innym papierku pomnożył i wyrzekł nawet z sympatią
— Nic na to nie poradzę, proszę pana. Wysłał pan przed kilkoma dniami, dokładnie w zeszły poniedziałek o godzinie 16 minut 30 depeszę do Hansa Underheide w Monachium. Zawierała ona 736 słów. Przyjmując depeszę, urzędnik dokonał pomyłki na niekorzyść urzędu. Więc właściwie nie pana wina, i bardzo za naszego urzędnika przepraszamy... a pana przepraszamy za fatygowanie się. Szło o to, że urzędnik obliczył był zrazu, że słów było tylko 697. Więc za tyle pan zapłacił. Przy sprawdzaniu rachunków, bo u nas nie może być pomyłek, proszę pana — okazało się, że słów w depeszy było więcej, a tym samym że winien jest pan pewną dopłatę. Więc pozwoliliśmy sobie pana zawezwać...“(5)
łaźnie parowe |Bet-At-Home |Apartamenty nad morzem
„— Tak, to mój numer.
— Proszę więc łaskawie uiścić. W tym oto okienku.
—i Ale czy przynajmniej nie może mi pan powiedzieć, do kogo był wysłany telegram.
— Do pana Hansa .Underheide.
— Nie znam takiego pana, najlepszy dowód, proszę pana! Cha. Qui pro quo! Proszę mi pokazać, co tu napisane.
— Niestety, nie mogę, proszę pana. Skoro mówi pan, że telegramu nie wysyłał, nie mam prawa obcym osobom pokazywać cudzych telegramów.
— A więc jeśli uważa mnie pan za osobę obcą, to po licha za przeproszeniem, cha! żąda pan ode mnie dopłaty — zawołał Leon. A potem roześmiał się.
— Jeżeli ma pan jakiś żal, to może porozmawiać z naczelnikiem. Mogę pana zaprowadzić.
Gabinet naczelnika zwrócony był na Warecką. Dział się w nim straszliwy bałagan, bo na podłodze i stołach walało się moc paczek i torb listonoszów. Zresztą może nie był to
właściwy gabinet, jeno jakiś przejściowy czyściec pocztowy. Siwobrody listonosz czemuś podejrzliwie przyjrzał się Leonowi. Natomiast naczelnik, z którym przywitał się uściskiem ręki, nawiasem mówiąc bardzo spoconej, był też w koszuli i narękawkach. Szybko i fachowo przejrzał wszystkie papierki, coś na innym papierku pomnożył i wyrzekł nawet z sympatią
— Nic na to nie poradzę, proszę pana. Wysłał pan przed kilkoma dniami, dokładnie w zeszły poniedziałek o godzinie 16 minut 30 depeszę do Hansa Underheide w Monachium. Zawierała ona 736 słów. Przyjmując depeszę, urzędnik dokonał pomyłki na niekorzyść urzędu. Więc właściwie nie pana wina, i bardzo za naszego urzędnika przepraszamy... a pana przepraszamy za fatygowanie się. Szło o to, że urzędnik obliczył był zrazu, że słów było tylko 697. Więc za tyle pan zapłacił. Przy sprawdzaniu rachunków, bo u nas nie może być pomyłek, proszę pana — okazało się, że słów w depeszy było więcej, a tym samym że winien jest pan pewną dopłatę. Więc pozwoliliśmy sobie pana zawezwać...“(5)
<<<< Ćwiczenia były wyczerpujące
| Wyniki tych badań >>>>
łaźnie parowe |Bet-At-Home |Apartamenty nad morzem